Wczoraj podczas corocznych Dni Ursynowa miałam okazję uczestniczyć w koncercie gwiazdy wieczoru, czyli Zespołu Bracia. Myślę, że składu ekipy nie trzeba przedstawiać, bo jest ona ludziom doskonale znana. Biorąc pod uwagę, że Wojtek i Piotr są synami popularnego Krzysztofa Cugowskiego (byłego lidera grupy Budka Suflera), chłopaków kojarzy nawet starsze pokolenie. Widać to było podczas koncertu, bo znaczna ilość starszych ludzi stała w pierwszym rzędzie i bawiła się wyśmienicie. Bardzo mi się to podobało, bo powiem szczerze, że nie wyobrażałam sobie, że starsze panie potrafią tak czadowo wywijać. Sama stałam koło takiej i aż mi szczęka opadła z wrażenia. Super, że tacy ludzie nie bronią się przed wyśmienitą zabawą.
Może przejdę do samego występu chłopaków, bo to jest najważniejsze w tym poście.
Otóż wejście na scenę było niesamowite. Po koncercie supportu, czyli zespołu Raz Dwa Trzy, scena została zakryta lekko prześwitującą płachtą. Widać było, że masa ludzi zmienia wystrój. Prowadzący Dni Ursynowa, czyli Zygmunt Chajzer i Piotr Dzięcielski zapowiedzieli zespół, ale płachta nadal nie opadała. Nagle w centralnym punkcie sceny wyświetliła się cyferka 10. Każdy pojął, że zaczyna się odliczanie i tak razem ze zmieniającymi się liczbami na scenie, ludzie wykrzykiwali ich nazwy w oczekiwaniu na 0. Wyszło wspaniale, bo równiutko z cyfrą 0 płachta opadła i zespół zaczął grać pierwsze dźwięki. Piotr Cugowski rozpoczął koncert bardzo energiczną piosenką, co już na wstępie rozruszało ludzi. Wokalista wykonał masę znanych i lubianych utworów, takich jak "Nad przepaścią", "Za szkłem", "Po drugiej stronie chmur", "Niepisane" oraz "Parnassus". Ludzie znali teksty tych utworów i śpiewali, jak najgłośniej potrafią. Najbardziej słychać było to, podczas gdy Piotr Cugowski przestał śpiewać refren i słychać było tylko publiczoność. Sam wokalista wyglądał na zadowolonego, kiedy usłyszał, że tłum z całych swoich sił śpiewa jego utwory. Na pewno miłe i niezapomniane uczucie.
Powiem szczerze, że już kiedyś miałam okazje uczestniczyć w koncercie tego zespołu, ale to jeszcze wtedy kiedy mieszkałam na Śląsku. Pamiętam, że bardzo podobał mi się koncert, ale od tego czasu chłopaki o wiele bardziej polepszyli jakość swoich występów. To, co wczoraj zaprezentowali w Warszawie, było niesamowite. Ogromna moc, energia, fenomenalny głos, zero fałszu, genialna relacja między członkami zespołu, to wszystko sumuje się na niezapomniany koncert, który zapadnie publiczności w pamięci. I ja też długo jeszcze będę go wspominać, a nawet mam nadzieję, że uda mi się niedługo znowu przeżyć tę przygodę.
Zespół Bracia przygotował dla ludzi niespodziankę. Chłopaki do występu swojego tatę Krzysztofa Cugowskiego. Ludzie byli bardzo szczęśliwi, a zwłaszcza ta bardziej dojrzała publiczność. Bili brawa, piszczeli, krzyczeli. No powiem Wam, że istny szał. Krzysztof Cugowski (mimo, że nie dawałam wiary jego umiejętnością) udowodnił mi, że ma głos jak potężny dzwon. Oniemiałam z wrażenia, bo w życiu nie powiedziałabym, że on tak genialnie śpiewa. Był miłym zaskoczeniem i przecierałam oczy ze zdumienia. Już wiem po kim Piotr i Wojtek mają takie wspaniałe wokale. Super muzyczna rodzina, która wznosiła się i dalej wznosi na wyżyny polskiej sceny muzycznej. Powiem Wam, że z całego serca polecam udział w koncercie zespołu Bracia, bo dostarczą oni Wam tak dużej dawki emocji, że będziecie naładowani pozytywną energią przez długi czas.
niedziela, 24 maja 2015
"Bracia" - koncert zespołu na Dniach Ursynowa w Warszawie - 23.05.2015
Etykiety:
Bracia,
Bracia Cugowscy,
Dni Ursynowa,
eventy,
fotorelacja,
koncert,
koncerty,
Kopa Cwila,
Krzysztof Cugowski,
Piotr Cugowski,
relacja z koncertu,
Warszawa,
Wydarzenia,
Zespół Bracia
poniedziałek, 18 maja 2015
"Eden" - słodko-kwaśna wizja muzycznego brzmienia
Tytuł: "Eden"
Gatunek: dramat
Data premiery: 29.05.2015
Reżyseria: Mia Hansen-Love
Scenariusz: Mia Hansen-Love, Sven Hansen-Love
Główne role: Felix De Givry, Pauline Etienne, Vincent Macaigne, Greta Gerwig
Zdjęcia: Denis Lenoir
Muzyka: Daft Punk, Jaydee, Frankie Knuckles, Joe Smooth
Dystrybucja: M2 Films
Dzisiaj o godzinie 11.00 w Kinotece w Warszawie odbył się pokaz prasowy filmu "Eden". Miałam przyjemność uczestniczyć w tym wydarzeniu i móc przedpremierowo obejrzeć tę produkcję. "Eden" na ekrany kin wejdzie 29.05.2015, ale ja już chciałabym zachęcić Was do zobaczenia niesamowitego obrazu, który opowiada o młodym DJ-u. Reżyserem filmu jest Mia Hansen-Love, natomiast współautorem scenariusza, ale też osobą, która zainspirowała Mię do nakręcenia tej historii jest jej brat Sven. Właściwie można śmiało powiedzieć, że połowa fabuły opowiada jego dawne życie. "Eden" jest jednym z pierwszych filmów, który porusza temat muzyki garażowej. Problemy zawarte w filmie są bardzo dalece posunięte i nie sposób przymknąć na nie oko. Sama Mia powiedziała, że nie chce, aby film obfitował w morały. Uważam, że jego odbiór jest bardzo osobisty i każdy zinterpretuje historię głównego bohatera na swój własny sposób. Dla jednych jego droga wyda się rozchwiana, inni będą podziwiać ogromną siłę walki postaci, natomiast jeszcze inni zwrócą uwagę na charakter i emocjonalność Paula.
"Eden" opowiada historię młodego paryskiego DJ-a, który żyje w latach dziewięćdziesiątych. Jego kariera rozpoczyna się w tym samym czasie co duet Daft Punk. Jedyną i największą miłością Paula jest muzyka. Bez niej nie potrafi normalnie funkcjonować. Kiedy zdobywa popularność, zaczyna żyć pełną piersią. Wchodzi w świat wielkich imprez i nocnego życia. Nowe romanse, narkotyki, nadużywanie alkoholu i balans na krawędzi są dla niego na porządku dziennym. Jego tryb życia jest prędki i całkowicie podporządkowany muzycznym brzmieniom. Paul bardzo szybko zdobywa sławę, co pozwala mu na spełnianie własnych marzeń. Tak funkcjonuje wiele lat i, mimo że jego podejście do świata muzyki nie ulega zmianie, tak scena zaczyna zapominać o jego istnieniu.
Kiedy wyszłam z seansu, byłam przekonana, że film "Eden" jest niesamowicie smutną kreacją młodego pokolenia. Trochę rozczarowałam się, ponieważ nie spodziewałam się tak przygnębiającej wizji. Jednak z każdą chwilą głębszego przemyślenia sensu filmu, stwierdzałam, że "Eden" wcale nie jest depresyjną opowieścią. Jest wręcz przeciwnie. Mimo że w filmie jest multum scen, które pokazują jak tragiczne skutki płyną z "życia bez ograniczeń" tak dogłębnie możemy zobaczyć, że Paul przez długi okres swojego życia był naprawdę szczęśliwą osobą. Muzyka dawała mu radość istnienia. Dzięki niej mógł oddychać i nie wyobrażał sobie końca kariery i rozstania się ze sceną. To ona napawała go optymizmem. Nic innego nie było tak ważne. Wszystko pojawiało się i znikało. Paul raz miał dziewczynę, potem ulegało to zmianie, wiązał się z inną, natomiast miłość do muzyki nie przemijała. Pasja, jaką posiadał była niezmienna i trwała. Paul jako DJ był całkiem uznawaną gwiazdą sceny muzycznej. Tłumy szalały w rytm jego "miksowania". On sam nie szczędził sobie używek. Narkotyki były jak posiłek. Paul uzależnił się od ich działania, dlatego na ekranie non stop można zauważyć, jak wciąga kokainę. Alkohol był koniecznym dodatkiem do każdej imprezy, natomiast romanse z dziewczynami dawały mu pewnego rodzaju odskocznię i możliwość rozładowania napięcia.
Może się wydawać, że jego życia toczyło się pewnego rodzaju schematem. Myślę jednak, że prawda jest inna. Paul funkcjonował tak, jak chciał. Nikt nie zmuszał go do podejmowania decyzji wbrew sobie. Sam wybierał drogę, jaką chcę iść. Los podkładał mu kłody pod nogi, ale Paul będąc na scenie był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Rzadko kiedy można zauważyć uśmiech na jego twarzy. Jest on jednak fenomenalnie widoczny, podczas gdy Paul jest na scenie. Wtedy nic nie ma dla niego znaczenia. Jest tylko on i muzyczne brzmienie. Moment konsternacji albo pewnego rodzaju sacrum. Miejsce, w którym czuje się bezpiecznie i wie, że nikt mu nie zagraża.
Zabawa stała się dla Paula sposobem na życie. Zawsze pozostawał wierny sobie i swoim marzeniom. Nigdy się nie poddawał i wiedział czego chce. Rozpowszechnił muzykę garażową i sprawił, że ludzie zdołali ją polubić.
Film "Eden" przedstawia życie młodego muzyka nie z perspektywy beztroskiego"bimbania", szaleństwa, ekstazy i bezograniczonego ryzyka. Może się wydawać, że właśnie w ten sposób funkcjonował Paul, natomiast obraz filmu kieruje kadr na skutki takiego życia. Często myśli się, że muzycy mają świat usłany różami i każdy rozkłada przed nimi czerwony dywan. Mia Hansen-Love ukazała widzom ten świat z zupełnie innego punktu widzenia. Udowodniła, że aby osiągnąć sukces potrzebne są wielkie starania, natomiast gdy jest się już na szczycie popularności nie można osiąść na laurach. Życie muzyka naładowane jest ciągłym trudem, wysiłkiem i walką o pragnienia. Często bywa tak, że podwija się noga i coś nie wychodzi. Zazwyczaj nie jest tak bajkowo, jak każdy z nas by tego chciał. Paul szybko wszedł na szczyt muzyczny, ale też w ekspresowym tempie z niego spadł. Ludzie zaczęli szukać innych nurtów, nowszych brzmień i muzyka garażowa przestała wystarczać. Mimo że ciężko było mu się do tego przyznać, to z jednej strony odniósł wielki sukces, a z drugiej czuł wewnętrzną porażkę.
Mia stworzyła doskonały obraz rzeczywistości lat dziewięćdziesiątych. Pokazała realizm tamtych czasów.
Ponadto trzeba zauważyć, że w filmie "Eden" wielką rolę odgrywają utwory, które się w nim pojawiają. Z materiałów prasowych wyczytałam, że jest ich aż 41. Każdy z tych kawałków gra dodatkową rolę w filmie. Nie ma ani jednego numeru, który można by było wyciąć. Wszystkie mają swoją moc i są niezbędne w tej produkcji. Nie są dobrane przypadkowo, ale ich obecność w filmie została dokładnie przemyślana. Dzięki niej każdy z widzów może docenić prace DJ-ów.
Film "Eden" jest wielkim ukłonem skierowanym w stronę muzyki garażowej. Oddaje jej należny hołd. Mia Hansen-Love wyreżyserowała świetny film o młodym pokoleniu, które ma ogromne plany na przyszłość i musi zmierzyć się z rzeczywistością, a ta często bywa konsekwentna i mało łaskawa.
Gatunek: dramat
Data premiery: 29.05.2015
Reżyseria: Mia Hansen-Love
Scenariusz: Mia Hansen-Love, Sven Hansen-Love
Główne role: Felix De Givry, Pauline Etienne, Vincent Macaigne, Greta Gerwig
Zdjęcia: Denis Lenoir
Muzyka: Daft Punk, Jaydee, Frankie Knuckles, Joe Smooth
Dystrybucja: M2 Films
Dzisiaj o godzinie 11.00 w Kinotece w Warszawie odbył się pokaz prasowy filmu "Eden". Miałam przyjemność uczestniczyć w tym wydarzeniu i móc przedpremierowo obejrzeć tę produkcję. "Eden" na ekrany kin wejdzie 29.05.2015, ale ja już chciałabym zachęcić Was do zobaczenia niesamowitego obrazu, który opowiada o młodym DJ-u. Reżyserem filmu jest Mia Hansen-Love, natomiast współautorem scenariusza, ale też osobą, która zainspirowała Mię do nakręcenia tej historii jest jej brat Sven. Właściwie można śmiało powiedzieć, że połowa fabuły opowiada jego dawne życie. "Eden" jest jednym z pierwszych filmów, który porusza temat muzyki garażowej. Problemy zawarte w filmie są bardzo dalece posunięte i nie sposób przymknąć na nie oko. Sama Mia powiedziała, że nie chce, aby film obfitował w morały. Uważam, że jego odbiór jest bardzo osobisty i każdy zinterpretuje historię głównego bohatera na swój własny sposób. Dla jednych jego droga wyda się rozchwiana, inni będą podziwiać ogromną siłę walki postaci, natomiast jeszcze inni zwrócą uwagę na charakter i emocjonalność Paula.
"Eden" opowiada historię młodego paryskiego DJ-a, który żyje w latach dziewięćdziesiątych. Jego kariera rozpoczyna się w tym samym czasie co duet Daft Punk. Jedyną i największą miłością Paula jest muzyka. Bez niej nie potrafi normalnie funkcjonować. Kiedy zdobywa popularność, zaczyna żyć pełną piersią. Wchodzi w świat wielkich imprez i nocnego życia. Nowe romanse, narkotyki, nadużywanie alkoholu i balans na krawędzi są dla niego na porządku dziennym. Jego tryb życia jest prędki i całkowicie podporządkowany muzycznym brzmieniom. Paul bardzo szybko zdobywa sławę, co pozwala mu na spełnianie własnych marzeń. Tak funkcjonuje wiele lat i, mimo że jego podejście do świata muzyki nie ulega zmianie, tak scena zaczyna zapominać o jego istnieniu.
Kiedy wyszłam z seansu, byłam przekonana, że film "Eden" jest niesamowicie smutną kreacją młodego pokolenia. Trochę rozczarowałam się, ponieważ nie spodziewałam się tak przygnębiającej wizji. Jednak z każdą chwilą głębszego przemyślenia sensu filmu, stwierdzałam, że "Eden" wcale nie jest depresyjną opowieścią. Jest wręcz przeciwnie. Mimo że w filmie jest multum scen, które pokazują jak tragiczne skutki płyną z "życia bez ograniczeń" tak dogłębnie możemy zobaczyć, że Paul przez długi okres swojego życia był naprawdę szczęśliwą osobą. Muzyka dawała mu radość istnienia. Dzięki niej mógł oddychać i nie wyobrażał sobie końca kariery i rozstania się ze sceną. To ona napawała go optymizmem. Nic innego nie było tak ważne. Wszystko pojawiało się i znikało. Paul raz miał dziewczynę, potem ulegało to zmianie, wiązał się z inną, natomiast miłość do muzyki nie przemijała. Pasja, jaką posiadał była niezmienna i trwała. Paul jako DJ był całkiem uznawaną gwiazdą sceny muzycznej. Tłumy szalały w rytm jego "miksowania". On sam nie szczędził sobie używek. Narkotyki były jak posiłek. Paul uzależnił się od ich działania, dlatego na ekranie non stop można zauważyć, jak wciąga kokainę. Alkohol był koniecznym dodatkiem do każdej imprezy, natomiast romanse z dziewczynami dawały mu pewnego rodzaju odskocznię i możliwość rozładowania napięcia.
Może się wydawać, że jego życia toczyło się pewnego rodzaju schematem. Myślę jednak, że prawda jest inna. Paul funkcjonował tak, jak chciał. Nikt nie zmuszał go do podejmowania decyzji wbrew sobie. Sam wybierał drogę, jaką chcę iść. Los podkładał mu kłody pod nogi, ale Paul będąc na scenie był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Rzadko kiedy można zauważyć uśmiech na jego twarzy. Jest on jednak fenomenalnie widoczny, podczas gdy Paul jest na scenie. Wtedy nic nie ma dla niego znaczenia. Jest tylko on i muzyczne brzmienie. Moment konsternacji albo pewnego rodzaju sacrum. Miejsce, w którym czuje się bezpiecznie i wie, że nikt mu nie zagraża.
Zabawa stała się dla Paula sposobem na życie. Zawsze pozostawał wierny sobie i swoim marzeniom. Nigdy się nie poddawał i wiedział czego chce. Rozpowszechnił muzykę garażową i sprawił, że ludzie zdołali ją polubić.
Film "Eden" przedstawia życie młodego muzyka nie z perspektywy beztroskiego"bimbania", szaleństwa, ekstazy i bezograniczonego ryzyka. Może się wydawać, że właśnie w ten sposób funkcjonował Paul, natomiast obraz filmu kieruje kadr na skutki takiego życia. Często myśli się, że muzycy mają świat usłany różami i każdy rozkłada przed nimi czerwony dywan. Mia Hansen-Love ukazała widzom ten świat z zupełnie innego punktu widzenia. Udowodniła, że aby osiągnąć sukces potrzebne są wielkie starania, natomiast gdy jest się już na szczycie popularności nie można osiąść na laurach. Życie muzyka naładowane jest ciągłym trudem, wysiłkiem i walką o pragnienia. Często bywa tak, że podwija się noga i coś nie wychodzi. Zazwyczaj nie jest tak bajkowo, jak każdy z nas by tego chciał. Paul szybko wszedł na szczyt muzyczny, ale też w ekspresowym tempie z niego spadł. Ludzie zaczęli szukać innych nurtów, nowszych brzmień i muzyka garażowa przestała wystarczać. Mimo że ciężko było mu się do tego przyznać, to z jednej strony odniósł wielki sukces, a z drugiej czuł wewnętrzną porażkę.
Mia stworzyła doskonały obraz rzeczywistości lat dziewięćdziesiątych. Pokazała realizm tamtych czasów.
Ponadto trzeba zauważyć, że w filmie "Eden" wielką rolę odgrywają utwory, które się w nim pojawiają. Z materiałów prasowych wyczytałam, że jest ich aż 41. Każdy z tych kawałków gra dodatkową rolę w filmie. Nie ma ani jednego numeru, który można by było wyciąć. Wszystkie mają swoją moc i są niezbędne w tej produkcji. Nie są dobrane przypadkowo, ale ich obecność w filmie została dokładnie przemyślana. Dzięki niej każdy z widzów może docenić prace DJ-ów.
Film "Eden" jest wielkim ukłonem skierowanym w stronę muzyki garażowej. Oddaje jej należny hołd. Mia Hansen-Love wyreżyserowała świetny film o młodym pokoleniu, które ma ogromne plany na przyszłość i musi zmierzyć się z rzeczywistością, a ta często bywa konsekwentna i mało łaskawa.
Etykiety:
dramat,
Eden,
eventy,
Felix De Givry,
Greta Gerwig,
M2 Films,
Mia Hansen-Love,
nowości,
Pauline Etienne,
premiery,
premiery filmowe,
premiery kinowe,
Vincent Macaigne,
Wydarzenia
piątek, 1 maja 2015
"The Big Bang" - Rock Mafia
Są momenty kiedy zajmuje się czymś innym niż filmami, książkami i śledzeniem showbiznesu. Czasami też lubię pobawić się w takie coś ;)
Pozdrawiam ludzi, z którymi super robi się takie filmiki <3
środa, 29 kwietnia 2015
Grzegorz Hyży - koncert w CH Wileńska w Warszawie - 25.04.2015
![]() |
| ZDJĘCIE WZIĘTE Z FACEBOOKA "CH WILEŃSKA" |
Grzegorz Hyży mimo dość krótkiego stażu na scenie muzycznej dał się poznać słuchaczom jako wytrwały, dążący do celu i ambitny wokalista. Wróży się mu niezły sukces i uważam, że swoją postawą jest w stanie go odnieść. Jest wiele sympatyków jego muzyki, ale jak zawsze zdarzają się ludzie, którzy bardzo głośno, czasem i bezczelnie oceniają jego śpiew. Nie chcę skupiać się na gronie antyfanów, bo w mojej relacji nie o to chodzi. Ile ludzi, tyle opinii. Ja natomiast chcę Wam przedstawić Grzegorza ze swojego punktu widzenia. Zapraszam na relację z koncertu w CH Wileńska w Warszawie, który odbył się 25 kwietnia. Życzę miłego czytania.
Muzykę, a raczej głos Hyżego poznałam podczas castingów do programu X-Factor. Jestem zwolenniczką tego programu i jeszcze w czasach kiedy mieszkałam na Śląsku, byłam też osobą zasiadającą na widowni tego show. Uwielbiałam w ten sposób spędzać czas i tak też pierwszy raz usłyszałam Grzegorza. Zaśpiewał on piosenkę "Use somebody" zespołu Kings of Leon, która była wtedy niesamowicie popularna. Pamiętam, że chyba połowa wokalistów starających się przejść do kolejnego etapu show śpiewała właśnie ten utwór. Zaczęło się to robić lekko irytujące, bo mimo wielkiego talentu tych ludzi, piosenka stawała się troszeczkę nudna. Nie będę kłamać, że Grzegorz Hyży od razu ujął mnie wykonaniem tego utworu, bo głównie to pamiętam, że przyszedł do programu z żoną i to było przewodnim aspektem, który przykuł moją uwagę.
Z kolejnymi etapami zaczęłam głębiej przysłuchiwać się jego muzyce i wtedy doszłam do wniosku, że facet ma ogromny talent. Finalnie zajął drugie miejsce, natomiast teraz góruje na szczytach największych rozgłośni radiowych w Polsce. Jego pierwszy singiel "Na chwilę" skradł moje serce i spowodował, że zaczęłam baczniej interesować się karierą tego wokalisty. Ostatnio jestem zauroczona utworem "Pusty dom" i "Zagadka" a moi współlokatorzy już zastanawiają się jaki pretekst wymyślić, żeby wykwaterować mnie z mieszkania. Wybaczcie chłopaki.
Nigdy nie miałam okazji być na koncercie Hyżego, aż do 25 kwietnia. Wydarzenie znalazłam na Facebooku i traf chciał, że akurat tego dnia miałam wolne od pracy i wszystkich innych zajęć. Wpisałam do kalendarza, że o godzinie 19 mam się zjawić pod CH Wileńska i bawić się podczas koncertu Grzegorza. Tak właśnie zrobiłam i ten event uważam za bardzo udany.
Jak wiecie, na blogu umieszczam relację, ale i fotorelację z koncertów, natomiast tym razem uznałam, że choć na chwilkę oderwę się od cykania zdjęć i analizowania wszystkiego po kolei, a dam się ponieść muzyce. Od razu uprzedzam, że nie wstawię dzisiaj zdjęć mojego autorstwa, ale do tego jeszcze nawiążę pod koniec wypowiedzi. Uważam, że postąpiłam słusznie, bo mogłam wysłuchać całego koncertu i swoich ulubionych piosenek, zarazem wczuwając się w ich klimat i śpiewając razem z wokalistą. Dawno nie byłam na koncercie podczas, którego nie musiałam zamartwiać się innymi sprawami, a dać się ponieść dźwiękom instrumentów.
Wiecie co najbardziej cenię wśród wokalistów ? Otóż to, że potrafią odczuwać emocje. Nie wykonują swoich utworów mechanicznie, a są w nich całym ciałem i sercem. Wiem, że płyta "Z całych sił" jest dla Grzegorza bardzo osobista (o czym mówił w wielu wywiadach), natomiast jeszcze większy szacunek mam za to, że było słuchać jej potęgę. Widziałam to jak Hyży przeżywa każdy utwór i z każdym wiąże poszczególne historie swojego życia. To bardzo dobry motyw, ponieważ wtedy koncert staje się bardzo intymny. Wszyscy uczestnicy, jak i sami muzycy zamykają się w przestrzeni, która staje się niesamowicie magiczna i odrealniona od teraźniejszego życia. Wspaniale jest odczuwać siłę utworów i spoglądać na człowieka, dla którego są one totalnie ważne.
Kolejnym ogromnym plusem jest to, że Grzegorz Hyży śpiewa lepiej na żywo niż na płycie. Nie wiem, czy sam wokalista uzna to za komplement, bo przecież płytę sprzedaje się z większą częstotliwością, niż gra koncerty, natomiast ja uważam to za mega pochwałę. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że zaistnieje taka sytuacja, ale byłam i nadal jestem dogłębnie i pozytywnie zaskoczona.
Podczas koncertu Grzegorz zaśpiewał swoje największe hity, jak i parę coverów innych zespołów. Nie zabrakło piosenek "Na chwilę", "Wstaję", "Pusty dom", "Świt", "Drgania", "Zagadka" i właściwie to nie ma co dalej wymieniać, bo od początku wystarczyło napisać, że po prostu wykonał całą płytę "Z całych sił", która w bardzo krótkim czasie odniosła wielki sukces na polskim rynku muzycznym.
Lojalnie zapowiedziałam, że w tej relacji nie będzie zdjęć mojego autorstwa, ale mam dla Was inną informację. Te zdjęcia pojawią się niebawem. Wyśledziłam, że Grzegorz Hyży gra koncert w moim rodzinnym mieście, jakim są Gliwice. To wydarzenie odbędzie się 9 maja, a ja przy okazje uznałam, że jest to dobry pretekst, aby odwiedzić rodzinne strony. Postanowiłam, że wtedy wezmę ze sobą aparat i pokażę Wam magię koncertu. Dzisiejsza relacja jednak też jest bardzo ważna, bo przynajmniej udało mi się (a tak mi się wydaje) uświadomić Was, jaki jest mój pogląd na wokalistę, jakim jest Grzegorz Hyży i potrzymać Was w niepewności przed kolejną relacją z jego koncertu (no ... już w większej mierze fotorelacją).
![]() |
| ZDJĘCIE WZIĘTE Z FACEBOOKA "CH WILEŃSKA" |
Etykiety:
CH Wileńska,
Drgania,
eventy,
Grzegorz Hyży,
Hyży,
koncert,
koncerty,
Na chwilę,
Pusty dom,
relacja z koncertu,
Świt,
Warszawa,
Wstaję,
Wydarzenia,
Z całych sił,
Zagadka
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
"Telewizyjne i radiowe rymowanki" jako kolejne zaproszenie do dobrej zabawy
Tytuł: "Telewizyjne i radiowe rymowanki"
Autor: Grażyna Adamowicz-Grzyb
Wydawnictwo: FORTIMA
Data premiery: 28.03.2015
Jakże miło i sympatycznie jest mi poinformować Was, że 28 marca ukazała się nowa książeczka wydawnictwa Fortima. To już trzecia część z cyklu "Dzieci pytają i poznają". Dwie wcześniejsze również miałam przyjemność zrecenzować i tutaj przy okazji pozwolę sobie na wstawienie odnośników do wspomnianych postów.
"FILMOWE RYMOWANKI" -----> KLIKNIJ TUTAJ
"OPEROWE I BALETOWE RYMOWANKI" -----> KLIKNIJ TUTAJ
Kiedy dostałam informację, że zmierza do mnie książka "Telewizyjne i radiowe rymowanki" bardzo się ucieszyłam. Pamiętam jak entuzjastycznie podeszłam do dwóch poprzednich i wiedziałam, że i tym razem się nie zawiodę. Poza tym sama idea wydawania tego typu książek jest tak pozytywna, a zarazem potrzebna, że nie ma jak przejść obok niej obojętnie.
"Rymowanki przeznaczone są nie tylko dla dzieci; dorośli również dowiedzą się wielu ciekawych rzeczy. Książeczka pobudza dziecięcą wyobraźnię i zachęca do zabawy" - taki tekst możemy przeczytać na tylnej okładce książki "Telewizyjne i radiowe rymowanki"
Powiem szczerze, że ciężko mi nie zgodzić się z tą wypowiedzią. Jest ona w stu procentach prawdą i mam na to potwierdzenie. Sama nie jestem już dzieckiem i mogłoby się wydawać, że kolorowa książeczka z rymowankami i obrazkami może nie przypaść mi do gustu. Jest wręcz przeciwnie. Mimo iż jako osoba dorosła czytam tę książeczkę jednym tchem i właściwie zajmuje mi to mało czasu, tak bawię się przy tym rewelacyjnie. Język użyty w rymowankach jest prosty i jasny, ale też niewiarygodnie zabawny i dowcipny. Autorka książki ma niebywałą umiejętność wciągania czytelnika w świat telewizji i radia, a tego nie da się wyuczyć. Tak naprawdę albo ma się talent do lekkiego pisania, albo po prostu z tego nic nie wyjdzie. W tym przypadku wszystko powiodło się jak najlepiej i za to ogromny szacunek i brawa.
Często oglądamy telewizję i słuchamy radia. Kiedy wykonujemy te proste czynności to nie zastanawiamy się nad głębszą definicją tego, co robimy. Nie myślimy wtedy o ludziach, którzy tworzą audycje radiowe, albo pracują przy różnych programach. Ani przez chwilkę nie przychodzi nam na myśli, gdzie się to wszystko odbywa i jak wiele potrzeba, aby realizacja wyszła jak najbardziej pozytywnie. "Telewizyjne i radiowe rymowanki" są niezłą edukacją. Uświadamiają czytelnika, kto jest kim w danym zawodzie i jakie funkcje spełnia przy konkretnym zadaniu. Żeby cała moja wypowiedź była jasna i klarowna posilę się przykładem właśnie z opisywanej książeczki.
SEKRETARZ REDAKCJI
"Sekretarz redakcji -osoba to ważna,
"tuż po kierowniku" - można by ją nazwać !
To on nad emisją czuwa wciąż codzienną,
przez co w swoim życiu noc stracił niejedną!
Czasem taśmy nie ma, film jest nieskończony
lub program nie wyszedł. Sekretarz zmartwiony !
Niewesołe życie miewa nasz kolega,
chciałby żyć w spokoju, ale tak się nie da !
W telewizji życie - prawie na wulkanie,
co dzień atrakcje nowe, Mój Szanowny Panie !
Jakże można czuwać nad pracą spokojnie,
kiedy tutaj życie niemal jak na wojnie ?!
Ale nasz Sekretarz nerwy ma stalowe,
serce też spokojne ... no i mądrą głowę!
Przeróżnych pułapek wcale się nie boi,
więc już go nie straszcie, proszę, mili moi!"
Jak widać niby proste pojęcie, ale założę się, że statystycznie mało osób mogłoby konkretnie wytłumaczyć, czym zajmuje się SEKRETARZ REDAKCJI. Myślę, że to żaden wstyd przyznać, że nie jest się pewnym poszczególnych funkcji określonych osób. Właśnie w takim przypadku książeczka "Telewizyjne i radiowe rymowanki" jest świetnym poradnikiem, w którym w przyjemny sposób możemy zaczerpnąć wielu informacji.
Dla samych dzieci książka jest rewelacyjna, ponieważ posiada wspaniałą kolorową oprawę, która zachęca do czytania. Są w niej główni bohaterowie, z którymi najmłodsi mogą się utożsamiać. Papier jest śliski, świecący, a każda kolejna strona obfituje w różne obrazki.
Myślę, że "Telewizyjne i radiowe rymowanki" to bardzo optymistyczna pozycja, którą warto jest mieć na swojej półce. Cieszę się, że ja już jestem w jej posiadaniu i myślę, że nie raz wrócę do treści w niej zawartych, aby utrwalić sobie niektóre informacje. Jednak jeżeli nie będę musiała odświeżać pamięci to mimo wszystko z ogromną przyjemnością poczytam wspaniale napisane wierszyki. Jak najbardziej polecam tę zabawną i kolorową książeczkę.
________________________________________________________________________
Skoro już doszliśmy do końca recenzji to uwiecznię ją zdjęciem ze studia TVP "Pytanie na śniadanie". Jakiś czas temu zostałam zaproszona tam przez autorkę wyżej opisywanej książki - Panią Grażynę Adamowicz-Grzyb. Przyznam że rewelacyjnie wspominam tamtą wizytę. Pani Grażynie dziękuję za możliwość przeczytania tej książeczki jak i wszystkich wcześniejszych i życzę wszystkiego dobrego.
Autor: Grażyna Adamowicz-Grzyb
Wydawnictwo: FORTIMA
Data premiery: 28.03.2015
Jakże miło i sympatycznie jest mi poinformować Was, że 28 marca ukazała się nowa książeczka wydawnictwa Fortima. To już trzecia część z cyklu "Dzieci pytają i poznają". Dwie wcześniejsze również miałam przyjemność zrecenzować i tutaj przy okazji pozwolę sobie na wstawienie odnośników do wspomnianych postów.
"FILMOWE RYMOWANKI" -----> KLIKNIJ TUTAJ
"OPEROWE I BALETOWE RYMOWANKI" -----> KLIKNIJ TUTAJ
Kiedy dostałam informację, że zmierza do mnie książka "Telewizyjne i radiowe rymowanki" bardzo się ucieszyłam. Pamiętam jak entuzjastycznie podeszłam do dwóch poprzednich i wiedziałam, że i tym razem się nie zawiodę. Poza tym sama idea wydawania tego typu książek jest tak pozytywna, a zarazem potrzebna, że nie ma jak przejść obok niej obojętnie.
"Rymowanki przeznaczone są nie tylko dla dzieci; dorośli również dowiedzą się wielu ciekawych rzeczy. Książeczka pobudza dziecięcą wyobraźnię i zachęca do zabawy" - taki tekst możemy przeczytać na tylnej okładce książki "Telewizyjne i radiowe rymowanki"
Powiem szczerze, że ciężko mi nie zgodzić się z tą wypowiedzią. Jest ona w stu procentach prawdą i mam na to potwierdzenie. Sama nie jestem już dzieckiem i mogłoby się wydawać, że kolorowa książeczka z rymowankami i obrazkami może nie przypaść mi do gustu. Jest wręcz przeciwnie. Mimo iż jako osoba dorosła czytam tę książeczkę jednym tchem i właściwie zajmuje mi to mało czasu, tak bawię się przy tym rewelacyjnie. Język użyty w rymowankach jest prosty i jasny, ale też niewiarygodnie zabawny i dowcipny. Autorka książki ma niebywałą umiejętność wciągania czytelnika w świat telewizji i radia, a tego nie da się wyuczyć. Tak naprawdę albo ma się talent do lekkiego pisania, albo po prostu z tego nic nie wyjdzie. W tym przypadku wszystko powiodło się jak najlepiej i za to ogromny szacunek i brawa.
Często oglądamy telewizję i słuchamy radia. Kiedy wykonujemy te proste czynności to nie zastanawiamy się nad głębszą definicją tego, co robimy. Nie myślimy wtedy o ludziach, którzy tworzą audycje radiowe, albo pracują przy różnych programach. Ani przez chwilkę nie przychodzi nam na myśli, gdzie się to wszystko odbywa i jak wiele potrzeba, aby realizacja wyszła jak najbardziej pozytywnie. "Telewizyjne i radiowe rymowanki" są niezłą edukacją. Uświadamiają czytelnika, kto jest kim w danym zawodzie i jakie funkcje spełnia przy konkretnym zadaniu. Żeby cała moja wypowiedź była jasna i klarowna posilę się przykładem właśnie z opisywanej książeczki.
SEKRETARZ REDAKCJI
"Sekretarz redakcji -osoba to ważna,
"tuż po kierowniku" - można by ją nazwać !
To on nad emisją czuwa wciąż codzienną,
przez co w swoim życiu noc stracił niejedną!
Czasem taśmy nie ma, film jest nieskończony
lub program nie wyszedł. Sekretarz zmartwiony !
Niewesołe życie miewa nasz kolega,
chciałby żyć w spokoju, ale tak się nie da !
W telewizji życie - prawie na wulkanie,
co dzień atrakcje nowe, Mój Szanowny Panie !
Jakże można czuwać nad pracą spokojnie,
kiedy tutaj życie niemal jak na wojnie ?!
Ale nasz Sekretarz nerwy ma stalowe,
serce też spokojne ... no i mądrą głowę!
Przeróżnych pułapek wcale się nie boi,
więc już go nie straszcie, proszę, mili moi!"
Jak widać niby proste pojęcie, ale założę się, że statystycznie mało osób mogłoby konkretnie wytłumaczyć, czym zajmuje się SEKRETARZ REDAKCJI. Myślę, że to żaden wstyd przyznać, że nie jest się pewnym poszczególnych funkcji określonych osób. Właśnie w takim przypadku książeczka "Telewizyjne i radiowe rymowanki" jest świetnym poradnikiem, w którym w przyjemny sposób możemy zaczerpnąć wielu informacji.
Dla samych dzieci książka jest rewelacyjna, ponieważ posiada wspaniałą kolorową oprawę, która zachęca do czytania. Są w niej główni bohaterowie, z którymi najmłodsi mogą się utożsamiać. Papier jest śliski, świecący, a każda kolejna strona obfituje w różne obrazki.
Myślę, że "Telewizyjne i radiowe rymowanki" to bardzo optymistyczna pozycja, którą warto jest mieć na swojej półce. Cieszę się, że ja już jestem w jej posiadaniu i myślę, że nie raz wrócę do treści w niej zawartych, aby utrwalić sobie niektóre informacje. Jednak jeżeli nie będę musiała odświeżać pamięci to mimo wszystko z ogromną przyjemnością poczytam wspaniale napisane wierszyki. Jak najbardziej polecam tę zabawną i kolorową książeczkę.
________________________________________________________________________
Skoro już doszliśmy do końca recenzji to uwiecznię ją zdjęciem ze studia TVP "Pytanie na śniadanie". Jakiś czas temu zostałam zaproszona tam przez autorkę wyżej opisywanej książki - Panią Grażynę Adamowicz-Grzyb. Przyznam że rewelacyjnie wspominam tamtą wizytę. Pani Grażynie dziękuję za możliwość przeczytania tej książeczki jak i wszystkich wcześniejszych i życzę wszystkiego dobrego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























